Historia Hani Łodzińskiej
Sportowe korzenie
Hanna Łodzińska ma 16 lat i pochodzi z Mazowsza. Choć urodziła się w Warszawie, wychowała się w rodzinie o bogatych tradycjach sportowych. W jej żyłach płynie prawdziwie góralska i olimpijska krew. Dziadkowie oraz rodzice Hani byli mistrzami, trenerami, instruktorami i wykładowcami narciarstwa alpejskiego. Jej dziadek, Andrzej Łodziński, założył 40 lat temu klub "Warszawskie Towarzystwo Sportowe Deski", a babcia Lusia była 17-krotną Mistrzynią Polski w zjazdach. Cioteczne babcie Hani to utytułowane biegaczki narciarskie – siostry Majerczykówny, a najbliższa ciocia, Jagna Marczułajtis, to niekwestionowana królowa polskiego snowboardu, znana na arenach międzynarodowych.
Sport od początku był częścią tożsamości Hani. Nie miała wyboru – choć wyczyn przyszedł dość późno, bo zaledwie dwa lata temu. Jako dziecko wykazywała nieprzeciętne zdolności ruchowe i koordynacyjne, dzięki czemu z radością odnajdywała się w różnych dyscyplinach. Trenowała lekką atletykę, próbowała swoich sił w pięcioboju nowoczesnym w warszawskim klubie G8, a nawet we wspinaczce. Wciąż wierna pozostaje swojej największej pasji – jeździe konnej.
Pierwsze kroki na nartach
Już jako siedmiolatka zbiegła z Giewontu. Nie bała się wysiłku – wręcz go kochała. Na nartach jeździła podczas rodzinnych wyjazdów świąteczno-feryjnych u babci Lusi w Poroninie. Z pewną nieśmiałością obserwowała treningi slalomowe na Suchym czy Gliczarowie, gdzie starsi bracia ćwiczyli pod okiem Darii Dziób-Chrobak, trenerki zakopiańskiej sekcji Akademickiego Związku Sportowego. O profesjonalnych treningach mogła wówczas tylko marzyć.
Wszystko zmieniło się pewnego styczniowego poranka 2025 roku, gdy za namową koleżanki wzięła udział w treningu u Marka Kłusaka na Suchym. Podczas wspólnych jazd w przerwie świąteczno-noworocznej trener Marek dostrzegł potencjał dziewczyny. Po rozmowie z rodzicami zasugerował, że gdyby Hanię zapisać na zawody, mogłaby walczyć o miejsce w pierwszej dziesiątce Młodzieżowego Pucharu Polski. Zmotywowani tą opinią rodzice w ciągu kilku dni zorganizowali badania lekarskie i zgłoszenie. Hania pojechała na zawody – choć debiut nie był spektakularny (miejsce w pierwszej dwudziestce), to już w marcu przyszła wiadomość o kwalifikacji do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Hania dołączyła do kadry Mazowsza, reprezentując macierzysty klub WTS Deski.
Medalowy początek
Z każdym dniem zawodów jej wyniki stawały się coraz lepsze: 7 miejsce w supergigancie, a dzień później – 5 miejsce. Podczas Mistrzostw Polski Młodzieży, rozgrywanych wczesnym rankiem kolejnego dnia, Hania zdobyła brązowy medal w supergigancie. Szok, radość i niedowierzanie stały się początkiem nowej drogi. Po ukończeniu ósmej klasy, po rodzinnych naradach, podjęto szybką i zdecydowaną decyzję: wybór padł na liceum w alpejskiej wiosce Tarvisio we Włoszech. W kwietniu Hania przeszła testy narciarskie i została przyjęta.
Nowy sezon przyniósł życie na walizkach, tęsknotę za domem i intensywną naukę w języku włoskim, w którym musiała zaliczać wszystkie przedmioty. W międzyczasie odbyła się kolejna edycja Młodzieżowego Pucharu Polski – tym razem bez medalu, ale za to bardzo równo, z miejscami w pierwszej dziesiątce we wszystkich konkurencjach.
Kolejne cele
Obecnie Hania stawia przed sobą długofalowe cele. Wkracza w świat narciarstwa seniorskiego i przygotowuje się do startów w zawodach FIS. Podczas treningów na lodowcach miała okazję spotkać ikony polskiego narciarstwa, m.in. Anielę Sawicką czy Marynę Gąsienicę-Daniel. Im więcej tęsknoty za domem, tym bardziej Hania w czasie pobytów w podwarszawskich Łomiankach docenia ciepło rodzinnych więzi, które pozwalają jej "ładować akumulatory".
Jej rozwój wspierają profesjonaliści, dziadkowie, rodzice oraz przyjaciele. Dzięki wsparciu finansowemu (m.in. z odpisu 1,5% podatku) prowadzonemu przez Fundację "Młodzi Młodym", Hania może realizować zgrupowania na lodowcach, zanim spadnie śnieg w Tarvisio. Otrzymuje również pomoc od klubu oraz firm narciarskich, które dostrzegły jej potencjał i wyposażyły ją w sprzęt najwyższej klasy.
Najważniejsza pozostaje jednak droga i proces. Sportowa codzienność, która bez względu na wyniki, kształtuje hart ducha. Cieszy, że pasja Hani stała się drogą jej rozwoju i sposobem na życie. Kto wie, być może kiedyś Hanna Łodzińska wróci do Polski, by przekazywać swoją wiedzę kolejnym pokoleniom miłośników białego szaleństwa? Tymczasem trzymamy kciuki za jej pierwsze starty w zawodach FIS w Druskiennikach na Litwie!


